Świadectwo Kuby

Administrator.

Co jest źródłem Twojego szczęścia? Praca? Kasa? Spełnianie się na polu zawodowym, naukowym; kontakty ze znajomymi, popularność? Może pochlebne opinie? A co się stanie, jeżeli tego zabraknie? A co jeśli Ci powiem, że to tylko marne substytuty szczęścia, iluzja, którą się karmisz by poczuć się lepiej? Jeżeli wyżej wymienione rzeczy są źródłem Twojego szczęścia to masz problem.

Jeżeli to są fundamenty Twojego szczęścia to jest mi przykro, ale budujesz dom na urwisku, które w każdej chwili może się osunąć a Ty w jednym momencie stracisz całe swoje „szczęście”. Wystarczy, że stracisz pracę, skończy się kasa i popularność, a znajomi się od Ciebie odwrócą. I co wtedy? Czym się pocieszysz? Alkoholem? Narkotykami? A może rzucisz się w wir codziennych zajęć, żeby o tym nie myśleć? Dokąd uciekniesz?

Aby uniknąć tego typu dylematów, Twoje szczęście musi być oparte na solidnym fundamencie, a tym fundamentem jest Bóg.

Żeby to zrozumieć musiałem zostać sam ze swoimi problemami. Ograniczyć kontakty z ludźmi do minimum. Odciąłem się od wspólnoty, w której stawiałem pierwsze kroki jako świeżo nawrócony człowiek. Bóg, ja i moje problemy, które nawarstwiały się wraz z upływającym czasem. Ucieczka nic nie dawała, było tylko gorzej a ranga problemów jakby rosła.

Moją sytuację, można zobrazować w następujący sposób. Siedziałem w ciemnym pokoju, pośrodku którego paliła się mała świeczka. Nie było nadziei na większy ogień ani na rozświetlenie tego pokoju. Każdy dzień był kopią z kopii. Pytałem siebie jak długo jeszcze i po co to wszystko? Czekałem sam nie wiem na co ale doczekałem się. W Wigilię zstąpienia Ducha Świętego, będąc na Mszy świętej czułem ze coś się zmienia. Kazanie kierowane tak jakby do mnie a po przyjęciu Eucharystii, czułem, że zbliżam się do wyjścia z tej patowej sytuacji. Na drugi dzień przyłożyłem się bardziej do modlitwy, modląc się do Ducha Świętego o Jego dary, owoce i o przemianę tej całej negatywnej sytuacji w coś pozytywnego, później bez najmniejszych oporów zacząłem czytać Pismo Święte, konkretnie List świętego Jakuba. Poczułem jak bardzo brakowało mi tych słów. Dzień wydawał się jakby lżejszy mimo natłoku zajęć. Odczuwałem pokój. Kolejnego dnia pomodliłem się w ten sam sposób i dokończyłem ten list. Następnego dnia tj. w środę powtarzając schemat modlitwy, zacząłem czytać Pierwszy List świętego Piotra. wtedy zacząłem odczuwać niczym nie uzasadnioną radość. Uświadomiłem sobie, że moje szczęście nie może być uzależnione od tego ile mam problemów i jakiego są one kalibru, ani też od wyników w sporcie, nauce czy na polu towarzyskim. Zrozumiałem, że jeżeli fundamentem mojego szczęścia będzie Bóg, to pokój serca jakim zostanę obdarowany będzie nie do ruszenia!

Czy dzięki takiemu podejściu, moje problemy zniknęły? Nie. One nadal są ale to nie one decydują o tym czy jestem szczęśliwy. To są tylko komunikaty, wolne od emocjonalnych przenośników takich jak strach, złość, smutek, nienawiść, zazdrość. Tym właśnie karmi się Szatan, naszymi słabościami. Im więcej dajemy mu takiej pożywki, tym więcej będzie miał siły, żeby nas przyciągnąć do siebie.

Nie wiem ile osób na świecie uważa Boga za fundament swojego szczęścia. Wiem, że samo przekonanie nie wystarczy żeby je osiągnąć. Trzeba to poczuć, trzeba tego chcieć i dopiero wtedy przyjąć ten dar jakim jest łaska szczęścia nieuzależnionego od przemijających problemów. Żeby utrzymać taki stan ducha niezbędne jest też korzystanie z sakramentów, trwanie w łasce uświęcającej, która niewątpliwie nieodzownie potrzebna jest do osiągnięcia pełni szczęścia.

Szczęście pochodzące od Boga jest niezależne od miejsca w którym się przebywa, od czasów, w których się żyje czy od problemów, które się pojawiają. Jest ponad tym wszystkim. Nie ma tu miejsca na zamartwianie się co będzie i dołowanie się tym co było, żyjesz tu i teraz! Bóg kochał Cię zanim pojawiłeś się na świecie, kocha Cię teraz i będzie kochał zawsze. Czym więc są problemy tego świata wobec, nieograniczonej miłości jaką darzy Cię Bóg? Znasz odpowiedź, teraz uwierz w to i żyj tym!